Łatwo powiedzieć, że dieta Dąbrowskiej to rewelacja. Ale każdy może mówić, co chce. Rewelację zaś trzeba uzasadnić. Co więc takiego przełomowego jest w diecie rekomendowanej przez dr Dąbrowską, że słowo rewelacja w tym przypadku nie jest nadużyciem? Oto kilka spostrzeżeń.

Wyłączenie głodu

Dieta dr Dąbrowskiej jest formą głodówki. Dzienna podaż energii wynosi w niej – zgodnie z informacjami na stronie https://www.zielonomicatering.pl/o-diecie/nasza-dieta – mniej niż 800 kcal. Co w tym przełomowego? To, że większość diet redukcyjnych ma wartość wyższą, zwykle 1000-1200 kcal. Tymczasem przy obniżeniu poziomu energetycznego jeszcze niżej, przestaje funkcjonować ośrodek głodu. To ten sam mechanizm, który sprawia, że kiedy rano nie zje się śniadania, a później obiadu, to do końca dnia w zasadzie nie odczuwa się głodu. Tylko że w tej diecie trwa to dłużej. Rewolucją jest więc nie samo obniżenie wartości kalorycznej, ale doprowadzenie jej do tak niskiego poziomu, przy którym organizm już nie przetwarza bodźca o głodzie. Jesz mało i nie czujesz głodu.

Mało, ale wartościowo

Większość diet redukcyjnych ma poważny problem: co prawda dają niewiele kalorii, ale jednocześnie są ubogie nie tylko w makroskładniki (co akurat może mieć pozytywny skutek), ale też w witaminy i minerały, co zawsze stanowi zagrożenie dla zdrowia. W tym przypadku jednak to nie jest zagrożeniem, ponieważ warzywa i owoce nie tylko zapewniają pełną podaż najważniejszych witamin i minerałów, ale często też pozwalają nadrobić niedobory powstające przy nieprawidłowo zbilansowanych dietach o wyższej wartości energetycznej.

W tym kontekście rewolucją jest sam pomysł na dietę, w której brakuje jedynie kalorii i niepotrzebnych makroskładników. Poprawne zbilansowanie mikroelementów i witamin już się jednak udało, dzięki czemu taka głodówka jest skuteczniejsza, ale i zdecydowanie bezpieczniejsza.

Wszystko zaczyna się od jelit

Od jakiegoś czasu wiele mówi się o znaczeniu mikrobioty jelitowej dla zdrowia człowieka. Do tej pory jednak raczej nie przekładało się to na układane diety. W diecie dr Dąbrowskiej jest inaczej, ponieważ ważną jej częścią są probiotyki naturalne, czyli kiszonki. To w nich zawarte są znaczne ilości żywych bakterii kwasu mlekowego, jednych z najważniejszych dla kondycji mikrobioty jelitowej. To one żyją na wewnętrznych ściankach jelita, uszczelniają je, produkują niektóre witaminy, serotoninę, regulują wchłanianie związków odżywczych czy chronią przed infekcjami. W całej tej głodówce mają jednak dobrze dobrane miejsce, ponieważ otrzymują też prebiotyki, czyli substancje, którymi same mogą się pożywiać. To sprawia, że nawet dwudniowa głodówka pozwala na przynajmniej częściową naprawę flory bakteryjnej, którą uszkadzają stres, niezdrowe jedzenie czy toksyny krążące po organizmie.

Czy to rewolucja? W teorii nie, bo rolę probiotyków odkryto już dawno. W praktyce jednak jest to jedna z pierwszych diet, która tę© wiedzę teoretyczną pozwala w całej pełni wykorzystać.